Dzień załoganta STS POGORIA
Na rejs ze Świnoujścia do Genui dostałem się nie jako zwykły majtek, lecz jako uczeń Szkoły pod Żaglami kpt. Krzysztofa Baranowskiego. Moje obowiązki zostały więc rozszerzone o normalny program nauczania realizowany przez każdego gimnazjalistę.
Chcąc opisać dzień, nie mogę zacząć od świtu, gdyż godzina pobudki dla niektórych była sygnałem rozpoczęcia snu. Problem żeglugi polega na tym, że statkiem bez przerwy musi ktoś kierować.
Jako załoganci pełniliśmy wachty nawigacyjne, które zmienia się co 4 godziny. Jedna
z wacht, tzw. „psia wachta” zaczyna się równo o północy. Grupa 9 załogantów wraz z oficerem przejmuje ster, radary, wszelkie urządzenia nawigacyjne i oczywiście kontrolę nad prawidłową pracą żagli. Zmiana wachty następuje o 4.00, wówczas na pokład wychodzi tzw. „świtówka” i przejmuje dokładnie te same obowiązki. Około godziny 6.30 na statku rozlega się alarm. Dzwonią dzwonki - takie jak w szkole - kadra pokrzykuje na spóźnialskich , załoga wychodzi na pokład, odbywa się półgodzinna zaprawa poranna uwieńczona wdrapaniem się na jeden z masztów. Pozostaje jeszcze 30 minut snu, więc wszyscy wolni biegną do swoich koi. Od godziny 6.20 w kuchni uwija się wachta gospodarcza przygotowująca śniadanie. Równo o godzinie 7.30 rozlega się inny dzwonek, tym razem ręczny. Wszyscy idą na śniadanie, nie je tylko wachta gospodarcza tzw. „kambuz”. Po zjedzeniu szybkiego śniadania o godzinie 7.53 (zawsze równo nie wiem dlaczego ), rozlega się kolejny alarm, tym razem rozpoczyna się poranny apel. Obecność jest obowiązkowa. Następuje przejęcie wachty nawigacyjnej, podniesienie bandery, od tej godziny wybijane są „szklanki”. Do godziny 9.00 czas wolny (nie dla kambuzy i nawigacyjnej). Jedni śpią inni odrabiają lekcje, jeszcze inni kończą zimne śniadanie. O 9.00 rozpoczynają się lekcje (wachta gospodarcza jest zwolniona).Teoretycznie mamy wówczas przerwy między lekcjami, lecz w rzeczywistości trzeba w tym czasie pomagać przy żaglach lub „przebrasować reje”, zostaje tylko czas na wymianę podręczników. Lekcje kończymy tuż przed obiadem. Po posiłku każdy wraca do obowiązków. Wachta nawigacyjna w całości na pokład (w czasie posiłku na pokładzie zostają tylko 2 osoby i oficer), wachta kambuzowa sprząta po obiedzie, wachta bosmańska wychodzi umyć pokład lub burty lub cokolwiek innego, co wymyśli bosman, gdyż wachta ta pozostaję do jego dyspozycji.
Co cztery dni harmonogram wacht się powtarza, więc przy dłuższym płynięciu, bez zawijania do portu, można popaść w monotonię.
Życie załoganta z pozoru może wydawać się męczące i nudne, ale zapewniam, że wysypiałem się i przez cały rejs ani przez chwilę nie nudziłem się.
Łukasz Mielczarek

Codzienny poranny apel na rufie żaglowca

Żaglowiec Pogoria w pełnej okazałości

Dobieranie szota

Kuchnia (kambuz) i powstające faworki

Lekcja matematyki w sali wykładowej

Prace na rejach

Prace bosmańskie (mycie burty na Atlantyku)






















































































